System kaucyjny w Polsce miał wyglądać inaczej
Przed automatem stoi kobieta z pełną torbą. Za nią mężczyzna z kartonem po zakupach, dalej para z dzieckiem i starszy pan, który trzyma w ręku kilka plastikowych butelek. Maszyna przyjmuje jedną sztukę, drugą odrzuca, trzecią wciąga po dłuższej chwili. Ktoś wzdycha. Ktoś mówi pod nosem, że przecież wszystko miało być proste. Ktoś inny sprawdza etykietę i nagle odkrywa, że opakowanie, które niósł przez pół miasta, nie daje ani grosza zwrotu.